Reklama

Ratownictwo w obiektach publicznych, czyli najważniejsze jest życie i zdrowie klienta

gaszcz-025

W ostatnich latach wiele uwagi poświęcono bezpieczeństwu na pływalniach, ale głównie w kontekście jakości wody. Wdrożone w życie w 2016 r. Rozporządzenie Ministra Zdrowia z dnia 9 listopada 2015 r. w sprawie wymagań, jakim powinna odpowiadać woda na pływalniach (Dz. U. poz. 2016), ciągle budzi wiele kontrowersji i dyskusji, jednak wpłynęło na poprawienie parametrów wody. Wprowadzone zostały procedury kontroli i nadzoru, pływalnie we własnym zakresie badają wodę 4–5 razy dziennie, odnotowują to w specjalnych dziennikach, akredytowane laboratoria w zależności od specyfiki obiektu pobierają próbki 2–4 razy w miesiącu. Nad wszystkim czuwają powiatowe stacje sanepidu, które dokonują kontrolnych badań i sporządzają roczne oceny obiektów. Trzeba przyznać, że o ile częstotliwość niektórych badań i wartość parametrów budzą w branży kontrowersje, o tyle jednak powstał przejrzysty system monitorowania jakości wody. Można pokusić się o tezę, że skończyło się bezmyślne i nieodpowiedzialne chlorowanie szokowe, a nastał czas polityki jakości wody.

Poza organami administracji publicznej swoisty nadzór nad jakością wody sprawują również klienci. Zarządcy obiektów mają obowiązek podawać do opinii publicznej w obiektach i na stronach internetowych informacje o jakości wody i przekroczeniach. Duża część pływalni publikuje kompletne wyniki badań, co wpłynęło na transparentność procedur, która jest w tej chwili niemal doskonała. Klienci, przychodząc na pływalnię, mają przekonanie, że poprawią swoją kondycję, wydajność, a co za tym idzie zdrowie. Monitorowana jakość wody ma zapewnić im jak najlepsze warunki. Potwierdzone jest, że przekroczenia bakteriologiczne mogą wywołać różnego rodzaju choroby, a długotrwałe pływanie w wodzie przekraczającej dopuszczalne parametry chemiczne będzie miało negatywny wpływ na zdrowie kąpiącego.

Bezpieczeństwo w kontekście ratownictwa

Jak to ma się do bezpieczeństwa pobytu w obiekcie pływalni w kontekście ratownictwa? Jasno i dobitnie trzeba powiedzieć, że bez odpowiednio wykwalifikowanej kadry ratowniczej to bezpieczeństwo nie będzie zapewnione. Zła jakość wody może niekorzystnie wpłynąć na zdrowie pływających, ale brak ratownika lub brak wiedzy, sprzętu czy umiejętności pracownika pływalni wykonującego obowiązki ratownictwa wodnego może zakończyć się nawet utratą życia.

Każdego roku dochodzi na polskich pływalniach do wypadków, zwykle są to kontuzje związane z niewłaściwym korzystaniem z atrakcji pływalni, niefrasobliwość uczestników, niezebrane zastoiny wody w szatniach i na plażach basenowych. Często problemy wynikają z chorób, niezdiagnozowanych schorzeń, zbyt forsownego treningu. Jednak zdarzają się wypadki, których na pływalni być nie powinno, tj. podtopienia i utonięcia. Dla osoby zajmującej się profesjonalnie zarządzaniem pływalnią, która zidentyfikowała zagrożenia w swoim obiekcie, trudne do zrozumienia jest, że można wprowadzić „oszczędności” w liczbie ratowników, że można powierzyć wykonywanie obowiązków ratowniczych niewykwalifikowanej osobie.

Wydaje się, że zapewnienie bezpieczeństwa w wodzie jest na pływalni względnie proste. Zwykle maksymalna głębokość wody to 180 cm, woda jest przejrzysta, dobrze oświetlona, do dyspozycji są liny basenowe, krawędzie basenów, pochwyty i wykwalifikowany oraz odpowiednio wyposażony w sprzęt zespół ratowniczy.

O ile jakość wody nie zależy w 100% od zarządzającego obiektem, ponieważ jest to praca na surowcu, który ma różne parametry na wejściu do wewnętrznej sieci pływalni i którego jakość można poprawiać, dozując środki chemiczne właściwej jakości czy starając się wpływać na poprawę higieny klientów korzystających z pływalni, o tyle w przypadku bezpieczeństwa użytkowników i ratownictwa wodnego prawie wszystko zależy od dyrektora obiektu. Jest to osoba odpowiedzialna za nadzór i organizację firmy i jego obowiązkiem jest sprawdzenie, czy pracownik ma wymagane przepisami prawa uprawnienia i badania oraz czy liczba ratowników jest zgodna z wymaganą prawem.

Na dyrektorze pływalni spoczywa odpowiedzialność za wszystkie osoby przebywające w obiekcie i nadzór nad ich bezpieczeństwem, włączając w to pracowników, dlatego do sprawowania tej funkcji niezbędne jest doświadczenie, co widać szczególnie wyraźnie w ratownictwie. Trzeba zdawać sobie sprawę z zagrożeń wynikających z konstrukcji i specyfiki obiektu: atrakcje wodne, sposób pełnienia dyżuru przez podległych pracowników, rodzaj prowadzonej działalności, sposób prowadzenia zajęć, dostosowanie zajęć do charakterystyki pływalni i wieku uczestników, odpowiednie wyposażenie.

Większość tych kwestii zmienia się z biegiem lat i rolą dyrektora jest odpowiednio reagować na złe przyzwyczajenia ratowników czy na łamanie przez klientów przepisów określonych w regulaminach. Należy piętnować patologiczne zachowania pracowników, gdyż będą się one potęgować i cała misterna konstrukcja systemu bezpieczeństwa legnie w gruzach. Na rynku istnieją świetne, doświadczone firmy – było tej tematyce poświęconych wiele artykułów w „Pływalniach i Basenach” – sporządzające audyty bezpieczeństwa na pływalniach, które wskażą, co w danym obiekcie robione jest w sposób niewłaściwy. Jednak jeśli zalecenia audytu będą realizowane wyrywkowo, a dyrektor pływalni nie wykaże się konsekwencją, pracowitością i zaangażowaniem, to nawet najlepsi pracownicy staną się pracownikami przeciętnymi, a potem słabymi.

Należy być wymagającym w stosunku do personelu ratowniczego, ponieważ odpowiada on za życie klientów. Przewinienia powinny być karane, do zwolnienia z pracy włącznie, ale za dobrą pracę pracownicy powinni być adekwatnie wynagradzani. Za przeprowadzenie reanimacji klienta, który doznał rozległego zawału podczas pobytu na pływalni w Integracyjnym Centrum Sportu i Rekreacji w Józefowie, dwóch ratowników, którzy uratowali mu życie, otrzymało nagrody finansowe, a także zostało zaproszonych na sesję Rady Miasta, gdzie zostali odpowiednio uhonorowani. Takie działania budują zespół, a sprawnie działający zespół to bezpieczeństwo klientów – priorytet, który buduje markę i zaufanie do pływalni. W XXI w. jest bardzo dużo podobnych obiektów, łatwo przemieszczać się z miejsca na miejsce i takimi detalami, jak poczucie bezpieczeństwa, można pozyskać klientów, a to ma bezpośredni wpływ na frekwencję i wynik finansowy.

WIĘCEJ W MAGAZYNIE „PŁYWALNIE I BASENY” NR 25

 

TEKST | Piotr Gąszcz
FOTO | Archiwum Autora